← Wróć do podopiecznych

Podopieczny Fundacji Koniczynka

Kasia Kośmider

Województwo
śląskie
Data urodzenia
20.10.2014
Diagnoza
Dysplazja Diastroficzna
Cel zbiórki
Dofinansowanie pilnej operacji bioder w Klinice na Florydzie. Koszt operacji to 100 tyś dolarów.


Poznaj historię

23.09.2026 r:

Kasia pilnie musi przejść operację bioder, jej biodro, dosłownie wypada z miednicy. Kasia urodziła się bez prawidłowo wykształconych stawów biodrowych. Nie ma prawidłowo wykształconych panewek, które powinny utrzymywać głowy kości udowych we właściwej pozycji. W efekcie Kasia chodzi na zwichniętych biodrach, a każdy krok wiąże się z ogromnym bólem i obciążeniem. Co więcej, jej biodra potrafią wypadać poza miednicę. Kiedy tak się dzieje, Kasia musi sama próbować „włożyć” je z powrotem na miejsce. Trudno wyobrazić sobie, jak ogromnego bólu i stresu musi dostarczać jej codzienność. Zespół specjalistów na Florydzie zaprojektuje dla Kasi specjalnie dopasowaną endoprotezę biodra, która ma pomóc ustabilizować staw, ograniczyć ból i dać jej szansę na zachowanie sprawności. Najpierw walczyliśmy o jej nogę. Teraz czas na biodra Jeszcze niedawno prosiliśmy Was o pomoc w ratowaniu nogi Kasi. Dzięki Wam mogła przejść skomplikowaną operację na Florydzie. Zabieg okazał się bardziej rozległy, niż początkowo zakładano. Lekarze wykonali również rekonstrukcję więzadeł, które były w bardzo złym stanie. Kasia jest już po operacji przed nią również rehabilitacja i powrót do sprawności. Teraz musimy zrobić wszystko, aby pomóc Kasi z jej biodrami. Kasia od urodzenia mierzy się z bardzo rzadką dysplazją diastroficzną. Przeszła już wiele skomplikowanych operacji, zabiegów i godzin rehabilitacji. Dzięki temu może chodzić i być samodzielna. Nie chcemy dopuścić do tego, aby ból i postępujące problemy z biodrami odebrały jej to, o co przez tyle lat walczyła. Operacja jest bardzo pilna, prosimy Państwa o pomoc.


Historia Kasi:

Kasia była bardzo wyczekiwanym dzieckiem, ciąża przebiegała prawidłowo, badania wychodziły dobrze, więc skąd mogłam przypuszczać? Październik 2014, córeczka przyszła na świat, nikt nie chciał mi jej pokazać. Zaczęłam rozpaczać i panikować, czułam, że coś jest nie tak. Nikt nie potrafił mi odpowiedzieć. Przeszła aż kilkanaście bolesnych operacji, po których na długie tygodnie była uwięziona w gipsach. Jej ciało to mapa blizn i ran, a wszystko po to by móc chodzić, by być sprawną, by żyć pełnią życia. Dopiero w 10. dobie genetyk postawił diagnozę: dysplazja diastroficzna – choroba charakteryzująca się m.in.: skróceniem kończyn, łokciowym ustawieniem rąk z odstającymi kciukami, przykurczami w stawach, obrzękiem chrząstek małżowin usznych. Zaburza ona rozwój chrząstki i kości, co powoduje zniekształcenia stawów, które utrudniają poruszanie się. Zrozumiałam natychmiast, że moja córka jest niepełnosprawna, że cierpi na bardzo rzadką chorobę, o której istnieniu nigdy wcześniej nie słyszałam i że ta choroba będzie z nią na zawsze. Dwie operacje i kilka zabiegów w naszym kraju niestety nie przyniosły znaczącej poprawy, ponieważ w Polsce nie ma szpitala specjalizującego się w leczeniu dysplazji diastroficznej. Po długich poszukiwaniach trafiłyśmy w końcu do niemieckiej Kliniki Ortopedycznej w Aschau. Tamtejsi lekarze przeprowadzili dwie operacje nóg. Kolejne trzy – prawego i lewego biodra oraz kręgosłupa Kasia przeszła w Schön Klinik Vogtareuth. 

Dzięki nim córeczka mogła samodzielnie chodzić w ortezach. Lekarze zrobili wszystko, co mogli, niestety dość szybko okazało się, że nie jest to wystarczające…Przy tak rzadkiej chorobie ciężko cokolwiek przewidzieć, a oni nie chcieli eksperymentować. Byłam załamana, bo operacje kosztowały nas pół miliona złotych, a Kasi nadal groził wózek inwalidzki! Coraz gorzej chodziła, płaciłam za kolejne, koszmarnie drogie ortezy, ale jej sprawność fizyczna tylko się pogarszała. W końcu znalazłam lekarza w Paley European Institute. Po konsultacji okazało się, iż żaden ze specjalistów nie zauważył, że kolanka córki są poważnie zwichnięte! Miałam dość chodzenia od drzwi do drzwi, niepewności i kolejnych niespodzianek. Dlatego zostaliśmy w klinice. Tam przeprowadzono niezwykle skomplikowane operacje obu kolan oraz stóp, a w czerwcu 2024 bardzo trudną i rozległą operację kręgosłupa. Lekarz uratował ją tym samym przed paraliżem oraz ogromnym bólem. Usłyszałam kiedyś radę, abym zostawiła Kasię, nie męczyła jej rehabilitacją oraz kolejnymi operacjami, gdyż i tak nic z tego nie będzie, gdyż Kasia nigdy nie będzie chodzić… Te słowa były jak nóż wbity w moje serce. Paraliżował mnie strach przed tym, jak moje dziecko poradzi sobie w społeczeństwie, w szkole, wśród rówieśników. Życie jednak było bardziej łaskawe od wyroku lekarzy, dzięki pomocy niezliczonej rzeszy wspaniałych osób – Darczyńców, sile, odwadze oraz samozaparciu. Kasia jest dziś samodzielna, chodzi do szkoły ze zdrowymi dziećmi, w której radzi sobie wspaniale! Moja córka jest wyjątkowa, nie wstydzi się swojej inności, o swoich bliznach mówi, że to tatuaże, pokazujące ile w swoim życiu już przeszła. Jest odważna i bardzo dzielna. Na chwilę obecną w ciągu roku jej noga skróciła się o 3 cm. Kasia chodzi na zwichniętych biodrach, wykrzywiona kość udowa powoduje rotację kolana do środka, dodatkowo krzywo rosnąca kość piszczelowa pogłębiała rotację kolana, powoduje to ogromny ból i dyskomfort, oraz grozi utratą tego, nad czym tak mocno pracowaliśmy – możliwości samodzielnego poruszania się. Niestety to nie koniec, na horyzoncie już widać operację bioder. Chcę, by była niezależna, żyła pełnią życia, tak jak na to zasługuje! Chcę zabrać jej ból i zdjąć wszystkie blokady, by ta okrutna choroba nigdy nie zwyciężyła! 

Pomóżcie, proszę.

Do tej pory udało się

Rok 2026
pazdziernik

przelać fundusze na kolejną operację ortopedyczną.

kwiecień

wpłacić kolejne środki pieniężne na operację nogi – kości piszczelowej.

kwiecień

przekazać kolejne środki pieniężne na operację nóżki w Instytucie Paleya.

luty

wysłać fundusze na operację rączek.

luty

przesłać fundusze na operację wydłużenia kości ramion.

styczen

przekazać transzę środków na operację rąk

Nasi przyjaciele